Jak rozmawiać z umierającym podopiecznym o śmierci?

[b],,Patrząc na ciemność lub śmierć boimy się nieznanego - niczego więcej.”[/b] (Joanne Kathleen Rowling) Śmierć jest zawsze tematem bardzo trudnym...

Potrzebujesz darmowej porady lub wsparcia innych Opiekunek ? Nie zwlekaj - dołacz do nas !!!

Reklama

Opieka seniora - Vademecum - aktualne tematy :

#1 2012-10-05 20:57:08

Jak rozmawiać z umierającym podopiecznym o śmierci?

,,Patrząc na ciemność lub śmierć boimy się nieznanego - niczego więcej.”
                                (Joanne Kathleen Rowling)

Śmierć jest zawsze tematem bardzo trudnym. Przygotowanie na nią osoby, która odchodzi bywa jeszcze trudniejsze. Jak zatem rozmawiać z kimś, kto zbliża się do kresu swoich dni, a jednocześnie ma świadomość zbliżającego się umierania?

,,Oczekiwanie na to, co nieuchronne, patrzenie na cierpienie i powolne odchodzenie bliskiego jest czymś, co doprawdy trudno przychodzi mi opisać słowami.” – mówi Joanna, która niedawno straciła swoją podopieczną z którą bardzo się związała - ,,Kiedy wieczorem wychodziłam z hospicjum, zostawiając Astrid na noc samą, to choć wiedziałam, że tak trzeba, to czułam się z tym bardzo źle, bałam się, że odejdzie, a mnie przy tym nie będzie. Bałam się, że w ostatniej minucie życia nikt jej nie pogładzi po policzku, nie potrzyma za rękę, że zgaśnie w poczuciu opuszczenia. Każdy telefon, każde mocniejsze walenie do drzwi przywoływało tylko jedną myśl, że może to już po wszystkim i refleksję, że mnie przy tym nie było. To były najgorsze dni, jakie do tej pory przyszło mi przeżyć. Na szczęście byłam tam i trzymałam ją za rękę kiedy po raz ostatni przymknęła powieki. Zanim jednak to się stało bardzo długo, często i do bólu szczerze rozmawiałyśmy o tym, co ją czeka i na co już niestety nie mamy wpływu - być może właśnie dlatego odeszła tak spokojna...”

Głęboka i mądra rozmowa ułatwia wędrówkę ku śmierci

Śmierć sama w sobie budzi w nas lęk i obawy, a proces powolnego umierania i długie oczekiwanie na to, co nieuchronne, naraża wszystkich - czyli zarówno chorego, jak i jego bliskich - na dodatkowy, ogromny stres. Głęboka i mądra rozmowa ułatwia wędrówkę ku śmierci obu stronom dialogu. To nieprawda, że tych chwil potrzebują tylko ci, którzy odchodzą, bo niejednokrotnie jeszcze bardziej potrzebne są tym, którzy pozostaną opłakując zmarłego.   

http://www.opiekunki-forum.pl/obrazy/d16.jpg

W wędrówce ku śmierci nie mają sensu kłamstwa czy udawanie, dawanie fałszywej nadziei ani tym bardziej stwarzanie iluzji, że śmierć jest wciąż odległym wydarzeniem. Warto wprost mówić o tym, co zdarzyć się musi i czego nie jesteśmy już w stanie powstrzymać, zawsze jednak należy wsłuchać się w wolę umierającego i uszanować zarówno jego potrzebę rozmowy, jak i potrzebę milczenia.

Wiadomość o śmiertelnej chorobie, choć najczęściej poprzedzona podejrzeniami, zwykle jednak wywołuje ogromny szok, a wraz z nim pojawiają się silne emocje - złość, rozpacz, zwątpienie, smutek. Niektórzy z nas w zderzeniu z tak trudną sytuacją potrzebują się uzewnętrzniać, wyrzucać nagromadzone emocje, nie tylko rozmawiać, ale też krzyczeć, płakać i skarżyć się na los, inni natomiast zamykają się w samotności. Są i tacy, którzy uciekają w coś, co psychologia nazywa wyparciem, a co jest swoistym mechanizmem obronnym, polegającym na usunięciu ze świadomości myśli o nadchodzącej śmierci - to jak zdecydowane i zupełne odrzucenie od siebie informacji, że naprawdę nadchodzi już koniec.

Musimy pamiętać, że na taką informację nie można się dobrze przygotować, dlatego chory może nie reagować naturalnie - może wpadać w histerię, krzyczeć, bywać przykry czy złośliwy, ale - tak jak wspomniano wyżej - może też zupełnie zamknąć się w sobie.  Jednak bez względu na jego sposób przeżywania i radzenia sobie z tą ciężką sytuacją, my powinniśmy podejść do tego z ogromnym spokojem, empatią i zrozumieniem, przy czym zawsze należy pozwolić mu przeżyć to po swojemu. Na każdym etapie starajmy się wyczuć jakie emocje w danej chwili choremu towarzyszą, czy jest pełen niepokoju i obaw, a mimo to chce na ten temat rozmawiać, znać prawdę i na bieżąco otrzymywać wszystkie dokładne informacje, czy też może odpycha od siebie świadomość, że przegrał walkę z chorobą. I jeśli otrzymujemy wyraźne sygnały, że nie chce mówić ani się otworzyć - nie naciskajmy, nie bądźmy nachalni, zapewnijmy tylko, że gdyby nas potrzebował, to w każdej chwili jesteśmy i wówczas rzeczywiście bądźmy.  Umiejętność właściwego wyczuwania jest zresztą niezwykle ważna, bowiem w ten sposób nie tylko dajemy choremu prawo do decydowania o sobie, ale też oszczędzamy mu ogromnego, często zupełnie niepotrzebnego, stresu.

Śmierć w wyniku choroby zwykle nie przychodzi nagle

Rozmowy o śmierci wymagają od nas dużej wrażliwości i umiejętności wczucia się w położenie drugiej osoby, niemniej jest to proces wieloetapowy, postępujący w miarę rozwoju choroby, dlatego zwykle mamy czas, aby się do niego właściwie przygotować. Czasem pojawia się konieczność przekazania informacji o braku pozytywnych rokowań na wyzdrowienie, a w związku tym o zbliżającym się odejściu, potem to miejsce zajmują rozmowy o umieraniu – o towarzyszących mu lękach, obawach, często mające na celu rozliczenie się z przeszłością, pozamykanie ciążących choremu spraw, a tym samym pomagające oswoić się z myślą o bliskim odejściu.   

Powinniśmy też zdać sobie sprawę, że nasz osobisty strach przed rozmową o śmierci i umieraniu często wynika z naszej własnej nieporadności i nieumiejętności odnalezienia się w tej wyjątkowej sytuacji, a jeśli my sami sobie z tym nie radzimy, to równocześnie nie potrafimy choremu dać wsparcia, którego prawdopodobnie od nas oczekuje. My musimy stanowić dla niego swoisty łącznik pomiędzy życiem a śmiercią, być mu prawdziwym, silnym oparciem, kiedy więc potrzebuje wyrzucić i oswoić nagromadzone emocje, a potem pożegnać się ze światem, naszym zadaniem jest mu to umożliwić. Dlatego tak ważne są również nasze własne reakcje. I choć bywa to bardzo trudne, zawsze powinniśmy uważać, aby panować nad swoimi emocjami - nie litować się, nie użalać, nie płakać, nie okazywać nadmiernego współczucia, ale też nie reagować zniecierpliwieniem czy nerwowością. 

Rozmowy o śmierci z zasady nie zaczynamy jako pierwsi, jeśli jednak chory wyraźnie zaczyna o tym mówić, chce dokładnie wiedzieć co go czeka, z czym powinien się liczyć i na co przygotować, podejmujmy pełen szczerości, szacunku i zrozumienia dialog. Po drugiej stronie stoi człowiek zalękniony i przerażony, to jego uczucia są w tej chwili najważniejsze. Jeśli jednak sami czujemy się w tych chwilach bezradni, poszukajmy profesjonalnej pomocy - porozmawiajmy z psychologiem lub skorzystajmy z doświadczeń osób, które wielokrotnie zetknęły się z podobnym problemem. Taką pomoc możemy uzyskać w zasadzie we wszystkich hospicjach, które są do tego doskonale przygotowane, a przy tym pracujący tam ludzie na co dzień przecież spotykają się z umieraniem. 

Ostatnie rozmowy, choć tak trudne, nie muszą być okupione emocjonalnym cierpieniem, ważne, żebyśmy pozbywając się sztuczności byli po prostu sobą, potrafili zachowywać się i mówić naturalnie. Właściwie poprowadzony dialog może obu stronom przynieść prawdziwą ulgę i ukojenie, pomóc pogodzić się z tym, co nieuchronne, złagodzić strach i nierzadko przerażenie.

Powtarzając za Antoinede Saint-Exupéry ,,nawet w obliczu śmierci przyjemna jest świadomość posiadania przyjaciela” pamiętajmy też, że śmierć nie wybiera, każdy z nas stanie po tej drugiej stronie, dlatego tak ważne jest, aby być umierającemu po prostu przyjacielem.

Artykuł opublikowany przez : Redakcja
Skomentuj już teraz :-) Zapraszamy do dyskusji...
Wszelkie prawa zastrzeżone dla opiekunki-forum.pl 2016
 

#2 2012-10-09 18:08:29

ahha
Member
Zarejestrowany: 2012-06-12
Posty: 841

Re: Jak rozmawiać z umierającym podopiecznym o śmierci?

Bardzo madre i nauczajace, ale jakze trudne,bardzo trudne opanowac wszechogarniajacy STRACH.

Offline

 

#3 2012-10-09 19:38:36

Magnolia
Member
Zarejestrowany: 2012-07-25
Posty: 38

Re: Jak rozmawiać z umierającym podopiecznym o śmierci?

Mądre, pouczające, szkoda ze tego nie wiedziałam pół roku temu, jak odchodziła moja siostra...

Offline

 

#4 2012-10-10 17:03:01

poziomka
Member
Zarejestrowany: 2012-08-12
Posty: 316

Re: Jak rozmawiać z umierającym podopiecznym o śmierci?

Dawno temu przez 5 lat  sporo napatrzyłam się na szybkie i powolne żegnanie się z życiem przez dzieci i dorosłych na neurochirurgii.
  W rodzinie też odeszło sporo bliskich.  To trudny temat i jeszcze trudniejsze przeżycia dla odchodzących i otoczenia.
   Reakcje tak różne,jak różni jesteśmy będąc zdrowymi. Od strachu,przerażenia ,buntu,rozpaczy ,tlącej się nadziei na cud, po rozpacz, agresję,   apatię..
  Ale jedynie ci potwornie cierpiący dniami i nocami ,którym prawie żadne leki  już wiele nie pomagały wyczekiwali śmierci jak zbawienia jeśli byli przytomni.
  Inni mieli nadzieję na zmianę losu, błagali o ratunek.
- To ogromne wyzwanie dla bliskich, tak trudno szukać w sobie sił na wparcie, a tak jest potrzebne,
  tak trudno przy chorej osobie nie płakać i znaleźć niebanalne słowa,a uczyć się tego trzeba,
tak trudno godzić się z ich odejściem, mimo, że wiemy o możliwości choroby i śmierci w każdym wieku..
Tak trudno pogodzić się ze śmiercią szczególnie zabierającą dzieci i bardzo młode osoby, rodziców małych dzieci..
Tak ważna jest obecność i wyrażanie miłości,przywiązania najbliższych, przyjaciół,czasem przebaczenia,zamknięcia dawnych urazów,
by ci którzy nas żegnają mogli odejść spokojnie..
Nasi dziadkowie najczęściej dożywali ostatnich dni w domu, wśród bliskich,u siebie,mogli najczęściej pożegnać się z wszystkimi, przytulić dzieci
i wnuki,mogli przekazać swoje ostatnie życzenia i prośby.
Teraz coraz częściej z różnych powodów coraz rzadziej taka sytuacja ma miejsce, a  ci którzy umierają nie doczekawszy się na rodzinę
żegnają się  z życiem  z dodatkowym bólem w sercu.
Ogromnie ważna jest bliskość, obecność rodziny,znajomych lub chociaż zaufanej opiekunki przy  śmiertelnie chorych. Bądźmy im wsparciem.
Gdzieś wśród starych szpargałów, znalazłam wiersz, który kiedyś dostałam, trzymam go jak relikwię,to jego  końcowy fragment:

...."Tak bardzo pragnę wrócić jeszcze do wspomnień
     i zapachów w swoim domu.
     Spojrzeć na stare zdjęcia i fotel ukochany.
     Raz jeszcze spać w swojej pościeli.
     Otworzyć oczy i zobaczyć moich bliskich.
     I niech mnie wtedy zabiorą anieli.
    Tak ciężko odchodzić wśród obcych.
     W samotności i pełen udręki.
     Kto poprowadzi mnie ku ciemności ?
     Kto pożegna uściskiem ręki  ?..."

Offline

 

#5 2012-10-10 19:30:03

Magnolia
Member
Zarejestrowany: 2012-07-25
Posty: 38

Re: Jak rozmawiać z umierającym podopiecznym o śmierci?

Śmierci bliskich trzeba się nie tyle uczyć, ile się do niej przygotowywać, przyzwyczajać do myśli o braku drugiej osoby. Nie wtedy, kiedy jest chora i powoli ją tracimy, ale dużo wcześniej. Śmierć to rzecz naturalna, jest nam przypisana, a pełnia szczęścia nie trwa wiecznie. Musimy przyjąć to, co nas czeka, a dzisiaj cieszmy się tym, co jest.

Offline

 

#6 2012-10-10 19:55:22

ahha
Member
Zarejestrowany: 2012-06-12
Posty: 841

Re: Jak rozmawiać z umierającym podopiecznym o śmierci?

poziomka napisał:

Dawno temu przez 5 lat  sporo napatrzyłam się na szybkie i powolne żegnanie się z życiem przez dzieci i dorosłych na neurochirurgii.
  W rodzinie też odeszło sporo bliskich.  To trudny temat i jeszcze trudniejsze przeżycia dla odchodzących i otoczenia.
   Reakcje tak różne,jak różni jesteśmy będąc zdrowymi. Od strachu,przerażenia ,buntu,rozpaczy ,tlącej się nadziei na cud, po rozpacz, agresję,   apatię..
  Ale jedynie ci potwornie cierpiący dniami i nocami ,którym prawie żadne leki  już wiele nie pomagały wyczekiwali śmierci jak zbawienia jeśli byli przytomni.
  Inni mieli nadzieję na zmianę losu, błagali o ratunek.
- To ogromne wyzwanie dla bliskich, tak trudno szukać w sobie sił na wparcie, a tak jest potrzebne,
  tak trudno przy chorej osobie nie płakać i znaleźć niebanalne słowa,a uczyć się tego trzeba,
tak trudno godzić się z ich odejściem, mimo, że wiemy o możliwości choroby i śmierci w każdym wieku..
Tak trudno pogodzić się ze śmiercią szczególnie zabierającą dzieci i bardzo młode osoby, rodziców małych dzieci..
Tak ważna jest obecność i wyrażanie miłości,przywiązania najbliższych, przyjaciół,czasem przebaczenia,zamknięcia dawnych urazów,
by ci którzy nas żegnają mogli odejść spokojnie..
Nasi dziadkowie najczęściej dożywali ostatnich dni w domu, wśród bliskich,u siebie,mogli najczęściej pożegnać się z wszystkimi, przytulić dzieci
i wnuki,mogli przekazać swoje ostatnie życzenia i prośby.
Teraz coraz częściej z różnych powodów coraz rzadziej taka sytuacja ma miejsce, a  ci którzy umierają nie doczekawszy się na rodzinę
żegnają się  z życiem  z dodatkowym bólem w sercu.
Ogromnie ważna jest bliskość, obecność rodziny,znajomych lub chociaż zaufanej opiekunki przy  śmiertelnie chorych. Bądźmy im wsparciem.
Gdzieś wśród starych szpargałów, znalazłam wiersz, który kiedyś dostałam, trzymam go jak relikwię,to jego  końcowy fragment:

...."Tak bardzo pragnę wrócić jeszcze do wspomnień
     i zapachów w swoim domu.
     Spojrzeć na stare zdjęcia i fotel ukochany.
     Raz jeszcze spać w swojej pościeli.
     Otworzyć oczy i zobaczyć moich bliskich.
     I niech mnie wtedy zabiorą anieli.
    Tak ciężko odchodzić wśród obcych.
     W samotności i pełen udręki.
     Kto poprowadzi mnie ku ciemności ?
     Kto pożegna uściskiem ręki  ?..."

Poziomko chyle czolo-glebokie to i bardzo madre.

Offline

 

#7 2012-10-10 22:06:46

poziomka
Member
Zarejestrowany: 2012-08-12
Posty: 316

Re: Jak rozmawiać z umierającym podopiecznym o śmierci?

Masz rację Magnolia.   Wszyscy  jesteśmy świadomi, że śmierć jest nieuchronna, dotyczy nas wszystkich i powinniśmy o tym pamiętać.
                     Nie piszę o uczeniu się jej, bo tego nauczyć się nie da ,najwyżej oswajać się  z jej istnieniem.

                    .. tak trudno przy chorej osobie nie płakać i znaleźć niebanalne słowa,a uczyć się tego trzeba,
                      tak trudno godzić się z ich odejściem, mimo, że wiemy o możliwości choroby i śmierci w każdym wieku..
                 
                  -  Widzisz pewno jak to czasem ze mną bywa, nieudolnie napisałam, to co czują ludzie, którzy myślą, że śmiertelna choroba
                    i odejście osoby bliskiej  szczególnie w wieku dziecięcym czy bardzo młodym nigdy się nam nie przytrafi .
                    Ale pogodzenie się  z ich śmiercią niezależnie od  wieku żyjących i  świadomości umierania każdy z nas niestety przeżywa indywidualnie.
                   Jedni z bólem w sercu idą dalej, inni potrzebują więcej czasu by się pogodzić z myślą o  braku kogoś w kręgu rodziny czy przyjaciół.
                    Więc  na pewno warto się cieszyć  każdą radosną chwilą i kochać, lubić i  tolerować tych, którzy wokół nas żyją, bez względu na to
                    czy są rodziną,przyjaciółmi czy nieznajomymi,  bo tak na prawdę nikt z nas  nie wie
                    jaki scenariusz napisze nam życie nawet za chwilę i warto o tym pamiętać ..

Offline

 

#8 2013-07-03 20:20:27

dzoana
New member
Zarejestrowany: 2013-07-02
Posty: 1

Re: Jak rozmawiać z umierającym podopiecznym o śmierci?

Niestety do śmierci bliskich nie da się przyzwyczaić! Mój tato odchodził przez 2 lata bo tyle trwała jego walka  z chorobą a mimo wszystko jego śmierść była dla mnie ogromnnym ciosem!

Offline

 

#9 2013-07-12 11:03:22

barbaramoskwik
Member
Zarejestrowany: 2013-07-04
Posty: 108

Re: Jak rozmawiać z umierającym podopiecznym o śmierci?

dzoana napisał:

Niestety do śmierci bliskich nie da się przyzwyczaić! Mój tato odchodził przez 2 lata bo tyle trwała jego walka  z chorobą a mimo wszystko jego śmierść była dla mnie ogromnnym ciosem!

Śmierć należy do życia uważam ...boli jak osoby bliskie odchodzą  jak odszedł mój tata bolało i boli do dzisiaj ale nauczyłam się z tym bólem żyć ...oswoiłam go ....jest mój...a tak naprawdę ,, żyjemy póki o nas pamiętają ,,
Życie to taki bilet w jedną stronę .....zrozumiałam to fizycznie  po przejściach onkologicznych....

Offline

 

#10 2013-08-21 12:16:21

aneczka.k
Member
Zarejestrowany: 2013-08-06
Posty: 12

Re: Jak rozmawiać z umierającym podopiecznym o śmierci?

Dla mnie ciężkim przeżyciem była śmierć babci. Była ona nagła, powodowana błędem lekarskim. Poszła na niby kosmetyczną operację a kilka tygodni po niej już nie żyła.
Na tydzień przed śmiercią wpadła w śpiączkę - organizm został zatruty bo woreczek żółciowy został przerwany w trakcie wyjmowania drenu (nie operacyjnie a przez pielęgniarkę w gabinecie zabiegowym).
W tym wypadku nie było rozmowy z nią o śmierci ale patrzeć na cierpienie najbliższych osób i samemu cierpieć też było okropne.

Offline

 

Reklama

Podobne tematy :

Co gotować podopiecznym? - Panie, poradźcie co Niemcy lubią ? Jakie polskie przepisy kulinarne im najbardziej smakują?

Jak opiekować się podopiecznym ze stwardnieniem rozsianym? - Stwardnienie rozsiane to choroba, która dla osób z zewnątrz nie mających nigdy dotąd kontaktu z tak obarczonym pacjentem, może budzić grozę...

Wczasy zagraniczne z podopiecznym - Aktualnie jestem w Hamburgu. Mój podopieczny to pan 60-letni. Jest cukrzykiem, ma protezę prawej ręki...

Porozumiewanie się z podopiecznym - Moi kochani trapi mnie jedna sprawa. Ja w prawdzie nie jestem opiekunem (jeszcze?), ale języka uczę się cały czas...

Jak rozmawiać z mężem ..... - Myślę że to ciekawy temat bo przecież zostawiamy w domu mężów ...partnerów a może i kochanków a rozłąka swoje robi ...

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB

Polityka Prywatności i Polityka Cookies