Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

Zakładam ten wątek, żebyście opisywały u kogo pracujecie i jak wam tam. Moja jedna polska babcia byla okropna i rządziła sie w tym domu cały czas, mimo że z drugiej strony jest schorowana i niewiele już mogła to biegała po tym całym domu od strychu po piwnicę i bałam się że kiedyś upadnie i coś sobie zrobi...

Potrzebujesz darmowej porady lub wsparcia innych Opiekunek ? Nie zwlekaj - dołacz do nas !!!

Reklama

Praca opiekunki w Polsce - aktualne tematy :

#1 2011-02-17 21:49:41

anna43
New member
Zarejestrowany: 2011-02-16
Posty: 7

Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

Zakładam ten wątek, żebyście opisywały u kogo pracujecie i jak wam tam. Moja jedna polska babcia byla okropna i rządziła sie w tym domu cały czas, mimo że z drugiej strony jest schorowana i niewiele już mogła to biegała po tym całym domu od strychu po piwnicę i bałam się że kiedyś upadnie i coś sobie zrobi. Poza tym mnie nie uznawała  i nie chciała tam nikogo. Wszystko chciała sama robić i nic do niej nie docierało. np. kiedyś zrobiła chleb ze śliwkami,  ale ze z tych śliwek wyłaziły takie białe robaki - nic do niej nie docierało i potem jadła sama ten chleb i kazała mi też go jeść ale ja nie chciałam i poszłam kupić świeże bułki dla siebie  Rodzina o wszystkim wie - rozmawiałam z córką tej babci o tym ,ale do babci nic nie trafiało. Musiałam odejść.

Offline

 

#2 2011-12-15 21:50:46

katjaw
Member
Zarejestrowany: 2011-12-15
Posty: 20

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

Na samym początku jak zaczynałam trafiła mi się niezła szkoła przetrwania. Nie mogłam robić nic sama, moje wychodne było fikcją, bo staruszek cały czas chciał mnie mieć na oku, w nocy cały czas wchodził mi do pokoju i sprawdzał, po dwóch tygodniach poprosiłam rodzinę dziadka, żeby mi wstawili zamki. Miał bardzo zmienne nastroje, raz użalał się nad swoim życiem, a chwilę później pokazywał mi zdjęcia wnucząt. Wytrzymałam do końca (6 tygodni), ale po powrocie zszarpane nerwy miałam doszczętnie.

Offline

 

#3 2011-12-16 19:49:09

Mirabelka
Member
Zarejestrowany: 2011-12-16
Posty: 27

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

Jak tak czytam te posty to aż mam gęsią skórkę. Napiszcie, czy miałyście jakieś problemy z ewentualnym odejściem z takiej pracy? Są nakładane jakieś kary?

Offline

 

#4 2011-12-17 12:44:57

Barbara45
Member
Zarejestrowany: 2011-06-14
Posty: 575

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

Firma nie może cię ukarac jeżeli chcesz wcześniej zjechać do Polski. Musisz jednak pamiętać że obowiązuje ciebie i firmę okres wypowiedzenia. Są to za zwyczaj dwa tygodnie. Firma będzie się oczywiście na początku tego wypierac ze nie mozesz wcześniej pojechać bo nie mają nikogo na zastępstwo i że okres wypowiedzenia jest 4 tygodnie i tym podobne bajki. Trzeba znać swoje prawa bo firmy wykorzystują niewiedzę opiekunek.

Offline

 

#5 2011-12-18 14:00:35

alinalina44
Member
Zarejestrowany: 2011-12-18
Posty: 18

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

Raz w życiu pojechałam do pracy na czarno i po prostu stamtąd uciekłam od razu po przyjeździe na miejsce. Miałam mieszkać w pokoju razem z podopieczną, brud, smród i ogólna katastrofa. Wydzwaniali potem za mną, ale w końcu przestali. Szkoda mi było tylko tej babuleńki- że też jej rodzina tak ją zaniedbała..

Offline

 

#6 2011-12-19 08:51:36

LucynaMalbork
Member
Zarejestrowany: 2011-12-19
Posty: 20

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

Pracowałam kiedys dla takiego małżeństwa. Przerosło mnie to. Do pomocy mialam jeszcze pielęgniarke która przychodzila codziennie, ale i tak.. Myślałam, że się wykończę. Non stop coś. A to byłam za wolna, a to noe dziadek popchnął, naprawdę szkoda aż pisać. Dziadek miał Parkinsona, trzeba było go karmić, dobrze, że niemieckiego nie znam aż tak dobrze, żeby zrozumiec jego wyzwiska w moim kierunku..

Offline

 

#7 2011-12-19 08:53:37

Anulka54
Member
Zarejestrowany: 2011-12-15
Posty: 30

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

Ojj, to współczuję. Moja znajoma miała podobnie, czasem po prostu zaszywała się w swoim pokoju( a właściwie klitce) i płakała z bezsilności. Mimo wszystko płacili jej, tylko, że w firmie jej powiedzieli, że jak zjedzie wcześniej to szybko dla niej nowej pracy nie znajdą.

Offline

 

#8 2011-12-19 08:55:58

LucynaMalbork
Member
Zarejestrowany: 2011-12-19
Posty: 20

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

Taki "wilczy bilet"? Ja również coś takiego usłyszałam;/ Wytrzymałam do końca, ale następne zlecenie wziełam dopiero po trzech miesiącach. Zwyczajnie musiałam od tego odpoczać, zdystansowac się.. Następna para byla już ok, bardzo miłe małżeństwo, niestety babcia zmarła - miała zaawansowanego raka.

Offline

 

#9 2011-12-19 08:57:57

Anulka54
Member
Zarejestrowany: 2011-12-15
Posty: 30

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

To okropne jak nasi podopieczni umierają. Ja po śmierci mojego podopiecznego nie umiałam się w ogóle pozbierać do kupy. Wiedziałam, że to przez chorobą, ale wyrzucałam sobie, że może mogłam lepiej mu pomóc. To gupie wiem, ale płakałam po nim jak po własnym dziadku.

Offline

 

#10 2011-12-19 09:01:09

LucynaMalbork
Member
Zarejestrowany: 2011-12-19
Posty: 20

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

Znam ten ból. O śmierci tej babci dowiedziałam się juz po powrocie do polski, cały czas mam zresztą kontakt z jej mężem i rodziną. Złe doświadczenia uczą, i potem jak przychodzą te dobre, to jakoś bardziej sie je docenia, mam rację? Na razie czekam na kolejne zlecenie, ale też chcę jechać do jakiejś pary.

Offline

 

#11 2011-12-19 09:01:40

Anulka54
Member
Zarejestrowany: 2011-12-15
Posty: 30

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

A dlaczego tylko do par jeździsz?

Offline

 

#12 2011-12-19 09:03:52

LucynaMalbork
Member
Zarejestrowany: 2011-12-19
Posty: 20

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

A własciwie sama nie wiem, po prostu tak wolę. Za pierwszym razem jechałam do pary i po prostu dobrze mi się ( w większości przypadków z para pracuje). W zależności od przypadku czasem można obserwować naprawde wielką milosc między nimi, pomimo choroby i niepełnosprawności. Po tylu latach, czasem dzieci własnych nie poznaja, ale małżonka prawie zawsze:)

Offline

 

#13 2011-12-20 08:42:31

Kamilakoz
Member
Zarejestrowany: 2011-10-15
Posty: 343

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

Lucyna sama dajesz radę dwóm osobom?

Offline

 

#14 2011-12-20 21:05:08

Mirabelka
Member
Zarejestrowany: 2011-12-16
Posty: 27

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

ja bym się chyba nie podjęła pracy przy dwóch osobach. I tak dużo obowiązków i pracy jest przy jednej osobie, a co dopiero przy dwóch. Dzień musiałby mieć 40h, żebym się wyrobiła, a zresztą- to podwójna odpowiedzialność i wysiłek. Czy pieniądze za pracę przy parze są o wiele większe?

Offline

 

#15 2011-12-23 19:15:51

alinalina44
Member
Zarejestrowany: 2011-12-18
Posty: 18

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

Miałam kiedyś pacjenta pasjonata modelarstwa, czy jakoś tak- składał przez wiele wiele lat modele samolotów, łodzi, czołgów - wszystkiego co się do sklejania nadawało. Miał Parkinsona, więc nie mógł już tego robić z powodu trzęsącej się dłoni. Miał mnóstwao nie zaczętych modeli, i jak miałam wolną chwilę to ja się w to bawiłam, a pacjent patrzył mi przez ramię i instruował co mam gdzie przykleić. Naprawdę, rzadko trafia się tak cierpliwy podopieczny z tak ciekawym hobby. Do dzisiaj go bardzo milo wspominam, mimo, ze nie mam z nim kontaktu.

Offline

 

#16 2011-12-29 21:08:35

Anulka54
Member
Zarejestrowany: 2011-12-15
Posty: 30

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

Różni się trafiają. Są mili i spokojni i zdarzali się niemili i nerwowi. Do każdego trzeba mieć inne podejście. Jednym może jakieś zachowanie pasować a innym już nie. W tej pracy trzeba być elastycznym na tyle by umieć się dopasować do sytuacji:)

Offline

 

#17 2014-08-05 16:55:42

urszula47
Member
Zarejestrowany: 2013-03-07
Posty: 1593

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

konstantynopolitaneczka napisał:

To ja tez opisze swojego ostatniego podopiecznego. Ale uprzedzam ze to z naszego podworka, bo z Niemiec nie mam jeszcze doswiadczenia. smile Moj ostatni podopieczny to dosc młody mezczyzna (30 lat) po wypadku . Bylam u niego rok i bardzo sie z nim zżyłam. Co prawda mial rozne wahania nastroju czasem agresywne nerwowe zachowania (raz dostalam piescia w oko bo nie uwazalam ale to bylo w pierwszych dniach mojej pracy) ale byl kochany. Po wypadku jego zycie zmienilo sie o 360 stopni. Przed mial normalne zycie, prace znajomych, a po nim lezenie w lozku, i calkowita zaleznosc od innych osob. Robilam przy nim wszystko, karmilam go ubieralam mylam zeby, golilam, zmienialam pampersy, jak ktos go posadzil na wozku to wyprowadzalam na spacer. Nie jest to najprzyjemniejsza praca dla 23 latki (tymbardziej ze to mlody mezczyzna z jeszcze normalnymi odruchami jesli wiecie o co mi chodzi :-) } ale do dziś mam go w pamieci. Mimo ze mial uszkodzenie mozgu i dosc slabo mowil  to byl bardzo skory do zartow. Lubilismy sie przekomarzac i smiac choc jak mowilam czasem mial zly humor i przez caly dzien potrafil np plakac. Czasem jak jestem w poblizu to do niego zagladam ale robie to coraz rzadziej. Naprawde nie jest dobrze zbytnio sie przywiazywac.Zycie toczy sie dalej smutne ale prawdziwe:(

Wyslalam Ci maila na priv.

Offline

 

#18 2014-08-05 16:59:31

konstantynopolitaneczka
Member
Zarejestrowany: 2014-07-02
Posty: 165

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

urszula47 napisał:

konstantynopolitaneczka napisał:

To ja tez opisze swojego ostatniego podopiecznego. Ale uprzedzam ze to z naszego podworka, bo z Niemiec nie mam jeszcze doswiadczenia. smile Moj ostatni podopieczny to dosc młody mezczyzna (30 lat) po wypadku . Bylam u niego rok i bardzo sie z nim zżyłam. Co prawda mial rozne wahania nastroju czasem agresywne nerwowe zachowania (raz dostalam piescia w oko bo nie uwazalam ale to bylo w pierwszych dniach mojej pracy) ale byl kochany. Po wypadku jego zycie zmienilo sie o 360 stopni. Przed mial normalne zycie, prace znajomych, a po nim lezenie w lozku, i calkowita zaleznosc od innych osob. Robilam przy nim wszystko, karmilam go ubieralam mylam zeby, golilam, zmienialam pampersy, jak ktos go posadzil na wozku to wyprowadzalam na spacer. Nie jest to najprzyjemniejsza praca dla 23 latki (tymbardziej ze to mlody mezczyzna z jeszcze normalnymi odruchami jesli wiecie o co mi chodzi :-) } ale do dziś mam go w pamieci. Mimo ze mial uszkodzenie mozgu i dosc slabo mowil  to byl bardzo skory do zartow. Lubilismy sie przekomarzac i smiac choc jak mowilam czasem mial zly humor i przez caly dzien potrafil np plakac. Czasem jak jestem w poblizu to do niego zagladam ale robie to coraz rzadziej. Naprawde nie jest dobrze zbytnio sie przywiazywac.Zycie toczy sie dalej smutne ale prawdziwe:(

Wyslalam Ci maila na priv.

nie doszedl

Offline

 

#19 2014-08-05 17:03:00

urszula47
Member
Zarejestrowany: 2013-03-07
Posty: 1593

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

konstantynopolitaneczka napisał:

urszula47 napisał:

konstantynopolitaneczka napisał:

To ja tez opisze swojego ostatniego podopiecznego. Ale uprzedzam ze to z naszego podworka, bo z Niemiec nie mam jeszcze doswiadczenia. smile Moj ostatni podopieczny to dosc młody mezczyzna (30 lat) po wypadku . Bylam u niego rok i bardzo sie z nim zżyłam. Co prawda mial rozne wahania nastroju czasem agresywne nerwowe zachowania (raz dostalam piescia w oko bo nie uwazalam ale to bylo w pierwszych dniach mojej pracy) ale byl kochany. Po wypadku jego zycie zmienilo sie o 360 stopni. Przed mial normalne zycie, prace znajomych, a po nim lezenie w lozku, i calkowita zaleznosc od innych osob. Robilam przy nim wszystko, karmilam go ubieralam mylam zeby, golilam, zmienialam pampersy, jak ktos go posadzil na wozku to wyprowadzalam na spacer. Nie jest to najprzyjemniejsza praca dla 23 latki (tymbardziej ze to mlody mezczyzna z jeszcze normalnymi odruchami jesli wiecie o co mi chodzi :-) } ale do dziś mam go w pamieci. Mimo ze mial uszkodzenie mozgu i dosc slabo mowil  to byl bardzo skory do zartow. Lubilismy sie przekomarzac i smiac choc jak mowilam czasem mial zly humor i przez caly dzien potrafil np plakac. Czasem jak jestem w poblizu to do niego zagladam ale robie to coraz rzadziej. Naprawde nie jest dobrze zbytnio sie przywiazywac.Zycie toczy sie dalej smutne ale prawdziwe:(

Wyslalam Ci maila na priv.

nie doszedl

To Ty napisz do mnie cokolwiek,ja odpisze.

Offline

 

#20 2014-09-01 15:57:10

Mariaa
Member
Zarejestrowany: 2014-09-01
Posty: 18

Re: Nasi Podopieczni u których pracowałyśmy

To i ja powspominam smile Miałam raz babcię, która wciąż słuchała muzyki. Musiałam jej wymieniać płyty, bo sama nie potrafiła. Czasami muzyka grała całą noc, a że babcia nie słyszała za dobrze, to było słychać niemal w całym domu. Oczywiście wstawałam zmieniać repertuar. W bloku by pewnie nie przeszło, ale w osobnym domu nie przeszkadzało sąsiadom. Ja za to po powrocie do domu zaczęłam doceniać błogą ciszę smile

Offline

 

Reklama

Podobne tematy :

O której Wasi podopieczni chodzą spać - Tak jak w temacie, o której godzinie Wasi podopieczni chodzą spać i do której śpią, czy wstają w nocy?

Ile wasi podopieczni maja renty? - Troche niedyskretne pytanie, ale moja babcia ma po mezu troche ponad 1000 e , pflege stufe 1 czyli ponad 200 e , a za moje uslugi Opiekuncze placi juz o wiele wiecej...

Czy podopieczni pozwalaja Wam na zaproszania gosci na kilka dni? - Ja mieszkam w malowniczym rejonie. Babcia zgodzila sie zebym zaprosila do siebie mojego przyjaciela. Zastanawiam sie czy to dobry pomysl...

Podopieczni mi umierają! - Nie wiem, czy tylko ja jestem takim pechowcem?? Od kilku lat zajmuję się opieka w Niemczech. Wyjeżdżam regularnie i regularnie też wracam do domu przed terminem...

Czy Wasi podopieczni starają się być samodzielni mimo chorób ? - Drogie kobitki. Czy wasi podopieczni, mimo tego, że maja swoje lata, wiadomo, są schorowani, nieraz cierpią, to chca radzić sobie jeszcze sami? Czy poddają się "bez walki"...

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB

Polityka Prywatności i Polityka Cookies